Wieczór teatralny składający się z dwóch spektakli według Eurypidesa: "Elektry" i "Ifigenii w A....", granych kolejno na Scenie Kameralnej i Dużej Scenie Teatru Polskiego.
ELEKTRA
Cheironomia (gesty)/ Esej Teatralny
Reżyseria, adaptacja tekstu, dramaturgia gestu: Włodzimierz Staniewski
Współpraca: Mariusz Gołaj
Adaptacja muzyki antycznej Grecji : Maciej Rychły
Obsada: Mariusz Gołaj, Joanna Holcgreber, Marcin Mrowca, Anna Dąbrowska, Agnieszka Mendel, Paweł Kieszko, Dorota Kołodziej, Esztella Levko, Artem Manuilov oraz absolwenci Akademii Praktyk Teatralnych
Animacja: Daniel Tumanowicz, Rafał Tumanowicz
Przekład: Jerzy Łanowski
Spektakl powstał w koprodukcji z Der Hebbel am Uffer w Berlinie.
Włodzimierz Staniewski
ELEKTRA Eurypidesa - Tragedia uczuć
Elektra Eurypidesa jest melodramatem jak mówią uczeni, gatunkowo pomiędzy tragedią a dramatem satyrowym, z efektami heroikomicznymi. Ma konstrukcję niehomogeniczną.
W sztuce rozpoznaje się zapożyczenia, wtręty (niektóre dodane po śmierci Eurypidesa), kompilacje, niezgodności, wywołujące spory czy niektóre słowa powinni wypowiadać
ci a nie inni bohaterowie.
Mity w teatrze greckim były bez przerwy przerabiane i reinterpretowane. Eksperymentowano i wystawiano warianty („wariacje”) ze śmiałością, której trudno doszukać się w późniejszych epokach. Bardzo niewiele w opowieściach mitycznych jest niezmienne i sztywno ustalone. Fabuła, pisał Oliver Taplin, nie była ważna, ważne było jak poeta zmieniał ją w dramat. „Ograniczenia są niewielkie, przestrzeń dla artyzmu ogromna”(świadek Taplin).
Eurypides i inni nie tylko dostarczali tekstów ale byli też kompozytorami, choreografami i reżyserami. Musieli prowadzić próby, których proces mógł być uciążliwy, pełen napięć, zmian, poszukiwań inwariantów, napadów euforii i zwątpień, inwencji i odrzuceń, zmieniającego się tempa, kapryśnej dynamiki i wariackich pomysłów.
„...gdybyś nie był ignorantem to byś nie śmiał się, kiedy śpiewam w skali miksolidyjskiej”
- Eurypides do swojego aktora podczas próby.
Któż osądzi ile cudownych kwiatów a ile chwastów ostało się w pomnikach dramatu tylko dlatego, że nie starczyło czasu, sił i środków na zmianę „wariackiego pomysłu”.
Wielomiesięczne intensywne próby odbywały się w teatrze ale równie dobrze mogły się odbywać
w gimnazjonie albo w perystylu prywatnego domu. Z różnym układem scen i różnymi na nie pomysłami. Autor nauczał i pouczał, wygłaszał pewnie, jak zwykł to czynić Brecht, uwagi i tyrady na temat swoich poglądów nie mających związku ze sztuką. Był żywy i interweniował, kojarzył, posługiwał się aluzją, podpowiadał, cytował innych. Jego próba musiała być teatralnym esejem.
Wyobraźmy sobie zatem jedną z nich. Autor- alter ego poety i reżysera wielokrotnie na próbie interweniuje, demonstruje jak grać i wygłaszać niektóre partie (Rolnika, Chóru, Orestesa, Elektry), włącza się do duo, do trio, jest spirytus movens scen zbiorowych. Przestawia układy zdarzeń, improwizuje.
Autor i aktorzy wykonują ćwiczenia z tańca, gestu i muzyki przyuczające adeptów do udziału w widowisku. Prezentują zapisy muzyczne, malowidła z utrwalonymi pozami oraz próbki użycia ich w akcji.Ćwiczenia przerwane są libacją, dość rozwiązłą, jak to w świecie artystów. Libację przerywa opowieść o pewnym morderstwie, którego okrucieństwo wstrząsnęło sumieniami. Opowieść pokazana jest nie przy pomocy wzbudzających grozę i litość słów lecz przy pomocy techniki audiowizualnej (za co widzów - mających stosunek pietystyczny do starożytności- przepraszam).
Aktorzy biesiadują choć groza przypomnianej zbrodni wisi w powietrzu. Próba jest kontynuowana choć jej porządek nie może już przebiegać według ustalonego scenariusza. Zwiastowanie morderstwa jak i morderstwo samo zawsze rozbija i przestawia ustalony porządek. Tak w życiu jak i na scenie. W obliczu zbrodni uczestnicy zdarzenia i relacje między nimi poddane są śledztwu. Próba jest śledztwem a śledztwo próbą. Jak zawsze w śledztwie wychodzą rewelacje, które- bez względu na ich stopień prawdopodobieństwa - muszą być zaprotokołowane. Autor staje się śledczym a jego bohaterowie podejrzanymi; relacje Orestesa i Pyladesa daleko wykraczają poza normę, są oni jak eromenos i erastes, zrośnięci na dobre i na złe.
Elektra jest złotym dzieckiem wysokiego rodu, wychowywanym w muzyce i pięknym słowie. Dziecinna jeszcze Elektra zostaje zgwałcona w czasie jednej z libacji. Inicjatorem i motorem zbiorowego gwałtu jest Ajgist - podstarzały Casanova, „z panny twarzą – nie mężczyzna - który tylko chóry w tańcu zdobi” (w. 948- 951), „uwodziciel” (w. 916, 945), zbrodniarz (w. 928).
Znakomita część tekstów Elektry to wielki lament skrzywdzonego dziecka. To gwałt czyni Elektrę najpierw sponiewieranym kopciuszkiem, a później oszalałą, knującą podstępy i nieustępliwą w pragnieniu okrutnej zemsty Hydrą. Dziewczęta z Argos są powierniczkami i stronniczkami, zaufanymi towarzyszkami rozmów i zabaw Elektry. Koją ból duszy, pocieszają i spiskują z Elektrą.
W monologu „Przyśpiesz kroku, już pora...” (mówionym po grecku) dojrzewa w Elektrze neurotyczna, stłamszona, niewyżyta w rozbudzonym erotyzmie, żądna gwałtu i krwi Hydra.
Zaraża nienawiścią innych, agituje imając się wszelkich metod.
W interludium opowiadacz (partia Chóru) snuje opowieść o bajkowej, słonecznej Grecji
(„Słynne okręty...”) co wywołuje ironię i drwinę, jaką dzisiaj mogłaby wywołać lekcja zakłamanej historii.
Orestes waha się, „hamletyzuje”, nie chce popełniać zbrodni. Jego męstwo i obowiązek dokonania rodowej vendetty poddany jest wielkiej próbie. Orestes tchórzy. Sceny zabójstwa na Ajgistosie i Klitajmestrze przedstawione są symbolicznie, w konwencji martial arts tak popularnej w starożytnej Grecji. Scena, w której Orestes zabiega drogę Elektrze, a tej wydaje się, że nierozpoznany jeszcze przybysz chce ją posiąść zagrana jest w konwencji dramatu satyrowego z udziałem przebranego za kobietę Autora (Mariusz Gołaj).
Elektra ma dwie triumfalne partie po obu zabójstwach, obie śpiewane (pieśni AUTOPHONOI- z papirusu berlińskiego, późny II lub wczesny III w, wersy 16- 19, kompozytor nieznany i TRIPODA MANTEION- fragmenty pierwszego Peanu Delfickiego Atenaiosa, II w pne, inskrypcja na ścianie sakrbca ateńskiego w Delfach).
W finałowej scenie autor odziany jest w szatę z masek, które reprezentują senne widziadła jego bohaterów. Wszystkich których stworzył, a które teraz prześladują go jak demony. Obok niego krąży córa nocy, Nemesis, która poniża tych co otrzymali zbyt wiele. Demony zrywają maski stworzonych przez autora postaci. Bohaterowie ulatują a ich twórca zostaje nagi i opuszczony. Autor, Ten Śledczy, któremu jego bohaterowie odbierają prawa. I życie.
IFIGENIA w A…
Reżyseria, adaptacja tekstu: Włodzimierz Staniewski
Muzyka: Zygmunt Konieczny, fragmenty muzyki antycznej Grecji w opracowaniu Macieja Rychłego
Obsada: Mariusz Gołaj (Agamemnon), Joanna Holcgreber (Klitajmestra), Marcin Mrowca (Menelaos), Agnieszka Mendel (Ifigenia), Esztella Levko (Sługa), James Brennan (Achilles), oraz Anna Dąbrowska, Artem Manuilov, Dorota Kołodziej, Martin Quintella
Orkiestra FRESCO SONARE pod dyrekcją Mikołaja Blajdy
Gościnnie: Andrzej Seweryn (monolog Posłańca)
Kostiumy: Monika Onoszko
Światło: Paweł Kieszko
Dźwięk: Marek Suberlak
Układ ruchu do pyrrichy: Julia Bui-Ngoc
Przekład: Jerzy Łanowski
Włodzimierz Staniewski
Tragedia czyli to co boli
Tragedia uczuć i ambicji czyni bohaterów Ifigenii niezwykle wyrazistymi teatralnie i jednocześnie bardzo współczesnymi. Kiedy odsuniemy na bok antykwaryczny historyzm, zobaczymy postacie które są jak wyjęte z dzisiejszego życia. Finalny rytuał ofiary to akt ślepej przemocy, wymuszonej wiary, za którą stoi indoktrynacja, trujące podszepty, klęska mocnych w słowach i pozach a słabych duchem. Ale to - o dziwo - nie boli, to spowszechniało i staniało. Oburza ale nie boli. Nawet danina z życia jako wyraz fanatycznego poświęcenia jakoś nam spowszedniała.
W "Ifigenii w A…" to co boli to dramat rodzinny. Koniec świata wspólnoty.
Nie parszywa polityka, chore ambicje, łupieskie instynkty, przeniewierstwa i łgarstwa; te wszystkie tłuste przynęty, którymi wabi dramat antyczny, a którymi Eurypides operuje na niepowtarzalnych skalach.
Taki teatr, teatr natręctw i natrętów, chcących „dzielić i rządzić" grany jest w mediach i w postmodernistycznym teatrze na co dzień i powszechnie. To są już tylko znamiona końca świata, w którym słowo dom znaczyło dom, litość znaczyło litość a trwoga znaczyło trwoga. Symptomów pogubienia należy szukać w kryzysie wspólnoty.
Spektakl jest grany po polsku, angielsku i w antycznej grece.
Spektakl powstał w koprodukcji z Teatrem Starym w Krakowie.